Tak sobie pracuję za granicą już od przeszło 11 miesięcy i belgusy ciągle mnie zaskakują.

Ich podejście do życia jest zupełnie innego od tego naszego polskiego. Mają na wszystko czas, nigdzie im się nie śpieszy, w momencie w którym przeciętny polski kierowca rwie laczki bo zielone światło na skrzyżowaniu się zapaliło, to taki flamak dopiero wrzuca pierwszy bieg, u nas raczej biedacy nie mieliby łatwej przeprawy, zatrąbiliby ich na śmierć. Swoją drogą, tutaj po czerwonym świetle natychmiast zapala się zielone, nie ma etapu czerwone+pomarańczowe, które delikatnie nam sugeruje, że trzeba szykować konia coby z innymi na starcie nie przegrać.

Znak, wszędzie przekoszone znaki. Jakimś dziwnym przypadkiem zapomniałeś jaki mamy dzień tygodnia? Spokojnie, o tym również tutaj pomyśleli, a wszystko z inicjatywy dobrodusznych kierowców, którzy co weekend po wieczornej libacji zahaczą o to przydrożne ustrojstwo dając osobom jadącym w poniedziałek do pracy, że mamy początek nowego tygodnia. I wcale tutaj nie przesadzam, co tydzień widzę ślady bytności pijanych kierowców, którzy, a to zmasakrują jakiś znak drogwy, a to staranują rondo, które im się nie spodobało, a to zegną jakiś słup coby lepiej światło na chodnik padało. Cóż, przynajmniej drogowcy mają co robić, a to wszystko za sprawą… piw.

Dokładnie, tak jak francuzi lubują się w winach, tak w Belgii czczą piwnych bogów i mogą dołączyć do tego kultu już od lat 16. Wyobraźcie sobie, w kraju wielkości naszego jednego województwa działa przeszło 115 browarów produkujących około 600 gatunków tego złocistego trunku, a gdyby wziąć pod uwagę wszystkie gatunki i ich edycje limitowane ich łączna liczba to przeszło 4800! Nieźle, co nie? Cóż, osobiście mógłbym narzekać, ale skoro jest to również kraina łakoci…

No i przechodzimy do kolejnego punktu, mojego ulubionego: słodyczy. Belgia słynie z przepysznej czekolady, a każdy kto przyjedzie i zasmakuje w tutejszych czekoladkach bez chwili zawahania to potwierdzi. Właściwie to prawie każde tutejsze miasto może poszczycić się własnymi receptami i sposobami na przyrządzenie czekoladowych specjałów. Ach, może to zły akapit, ale muszę wspomnieć o frytkach. W końcu nie da się tego kraju opisać bez wzmianki o nich, bądź co bądź jest ich stolicą. Frytki z majonezem? Takie rzeczy tylko w Belgii i w barach z tym ziemniaczanym przysmakiem, które wiodą prym w każdym mieście i miasteczku.

Mógłbym się jeszcze rozpisać o miksowaniu zup i innych „dziwactwach” ale mnie już gnębi taka jedna maruda Kamil na ts i słyszę tylko „kiedy aktualka?”, więc może innym razem D:

W każdym razie, łapcie rozdziały:

Manga: 

Webtoony:

I to by było na tyle, odmeldowuję się~
b7c42e3bb9ec7551dc6f2713a2461cd9b349f8bca88e62f9f265122fb078a4f1